piątek, 13 września 2013

Rozdział Pierwszy: Narodziny Bohatera

Dawno, dawno temu Anioły i Demony zaczęły trwającą pod dziś dzień krwawą bitwę, w której żadna ze stron nie obejmowała prowadzenia.
Kilka lat temu jednak, Anioły zaczęły wygrywać starcia.
Zaniepokojone tym Demony postanowiły zdobyć sprzymierzeńców wśród istot, niewinnych i nic nie znaczących w oczach wszechpotężnych...-ludzi.
Nie mogły jednak ot tak poprosić ich o pomoc.
Znały ich serca i wiedziały, że większość z nich nigdy nie przejdzie na stronę zła.
Zamknęły więc dusze swych najlepszych wojowników w kartach i posłały na ziemię.
Gdy człowiek przyłożył kartę do serca odbywał transmutacje-Stawał się demonem którego dusza istniała w tej karcie. Zachowywał jednak częściową świadomość umysłu. W ten sposób mając w sobie część zła i swą wolną wolę człowiek po nawet kilkunastu latach transformacji stawał się zwolennikiem ciemnej strony.
Demony w kartach występowały pod postacią domen: Ciemności, Ognia i Lasu.
Anioły jednak przejrzały jednak ich plan.
Wybrały ze swoich zastępów najznamienitszego wojownika, a zamknąwszy jego dusze w karcie posłały na ziemię.
Gdy z nieba zaczęły spadać ów karty, ludzie nie wiedzieli skąd one pochodzą i co ze sobą przynoszą.
Wymyślili grę polegającą na transformacji w wojownika i pokonaniu swojego przeciwnika.
Z czasem stało się to  czymś w rodzaju sportu. Prowadzono kluby i organizowano turnieje, a ludzie śmiali się nie zdając sobie sprawy z zagrożenia..
Dwa lata później pewien piętnastolatek obudził się w nocy zlany potem.
 *
Michael obudził się z koszmaru i stwierdził że całe łóżko jest mokre od jego lepkiego, zimnego potu.
Skierował głowę ku stojącemu na półce przy łóżku zegarkowi. Otworzył oczy.
Zobaczył że zegarek właśnie wybił 3 nad ranem. Znów zamknął oczy i położył głowę na poduszce.
nie po to by zasnąć lecz po to by nie wpatrywać się już w otaczajacą go ciemność.
Michael bał się ciemności i wszystkiego z nią nieznane.
Mimo że podczas swoich meczy w Angel War, często miał  do czynienia z potworami tej domeny, to budziła w nim ona niewyjaśniony niczym lęk.
Po kilku bezsennych minutach Michael stwierdził, że bez sensu jest tak leżeć.
Cały czas miał przed oczami wizję swojego snu, a nie chciał go teraz rozpamiętywać.
Odwrócił się na drugi bok-Nie pomogło.  
W końcu wstał i starając się wbić wzrok w podłogę przeszedł szybkim krokiem długi przedpokój i zapalił światło.
Rozejrzał się, i wszedł do łazienki.
Gdy tylko pochylił się nad muszlą zaczął wymiotować.
Nie był tym zdziwiony bo gdy tylko się obudził strasznie zaczęło go mdlić.
Przeszedł do kuchni i nalał sobie soku pomarańczowego z lodówki.
Dopiero teraz zauważył że od nieco ponad 3 godzin jest uczniem klasy 3 B w gimnazjum.
Sącząc powoli sok w świetle żyrandola pozwolił swoim myślom błądzić aż zatrzymały się na koszmarze który dzisiaj mu się przyśnił.
Teraz zdawało mu się to tak realne, jak to że siedzi w jasnej kuchni kończąc sok.
Szedł, szedł ciemnym korytarzem. Na końcu były misternie zrobione drzwi a ściany i sufit wykonane były z czarnego marmuru.
Szedł i szedł, aż tu nagle...
Przeraźliwy krzyk-Krzyk jakiejś dziewczyny.
Krzyk ów był, znajomy.
Nagle pojawiły się przed nim ciemne kształty. Nie znał ich, ale wydawało mu się że powinien o nich coś wiedzieć.
Jeszcze jeden krzyk i Miacheal leżał już w łóżku, zlany potem od stóp do głów.
Nagle stwierdził, ze w szklance jest już pusto więc wstał zastanawiając się co dalej ma robić.
Przeszedł na palcach do pokoju i zapalił w nim światło.
Włączył komputer i wszedł na stronę gry Angel Wars.
Ucieszył się bo od ostatniego letniego konkursu awansował o 7 miejsc w światowym rankingu i znajdował się teraz na 96 pozycji.
Światowa setka była jego marzeniem od kiedy skończył 13 lat i otrzymał swoją kartę jak dotąd niepokonaną-Strażnika Światłości.
Była to wyjątkowa karta, gdyż nie spotkał jeszcze nikogo władającego kartą ze świetlistej domeny.
Michael, spojrzał tęsknie na sam początek strony gdzie na pierwszym miejscu znajdował się chińczyk (Ao-Kan) i zamknął przeglądarkę.
Otworzył szufladkę w swoim biurku. Znajdował się tam Strażnik Światłości.
Odziany był w złoto-białą zbroję i hełm, powiewała za nim niebieska peleryna a w ręku trzymał Wielki srebrno miecz. 
W szufladce było brudno, ale karta i miejsce w którym leżała lśniło czystością. Strażnik zdawał sie odpychać od siebie brud, a mimo tego że był używany już 2 lata nadal wyglądał jak dopiero co wyjęty z pudełka.
Michael dotknął go i poczuł błogą senność. Z głowy uleciały mu wszystkie złe myśli. Czuł się po prostu wspaniale.
Odłożył kartę, wlazł do łóżka i prawie natychmiast zasnął.        
    
    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz